Dzień 1. (Michael)
Patrzyłem na nią niezrozumiałym
wzrokiem. Do tej pory wszyscy lekarze mający na celu mnie „naprawić”
przychodzili, zadawali idiotyczne pytania na temat tego jak się czuję i co się
stało. Ashley była inna. Wpadła do pokoju bezczelnie wpychając się na moje
łózko i zaczynając gadkę o suficie.
Jej pytanie mnie zaskoczyło.
„Porozmawiamy?” Ona nie wymuszała rozmowy. Jeśli odpowiem „nie”, pewnie nadal
będzie ciągnęła wywód na temat mojego stropu. Ale czy chcę z nią rozmawiać?
- Tak – dźwięk mojego głosu
wypowiadającego to słowo zaskoczył mnie. Nie wierzę, że się zgodziłem...
- Super – klasnęła w ręce na co
lekko się skrzywiłem. Jej entuzjazm zabijał...
Burknąłem coś pod nosem. Pewnie
wyjdę na niegrzecznego, ale nic mnie to nie obchodzi.
- Gramy w 10 pytań? - spojrzała na
mnie, także podnosząc się do pozycji siedzącej.
Psychiatra, który chce zagrać ze
mną w 10 pytań. No, tego jeszcze nie było, wreszcie jakaś odmiana.
- Mhm – mruknąłem, studiując
uważnie jej twarz. Była ładna. Miała średniej długości czarne włosy spięte w
wysoki kucyk i...
- Ty zaczynaj – dziewczyna wyrwała
mnie z moich rozmyślań.
- Eee... Ile masz lat? -
wypaliłem. Mike, co jest z Tobą nie tak?
- 21. A ty? -uśmiechnęła się
zadając jednakowe pytanie. Jestem pewien, że to wiedziała, w końcu mają te
karty i tam jest napisane ile mam lat itd. To było miłe z jej strony, że
udawała iż jest mną zainteresowana.
- Też... Ale wiem, że to wiesz –
mruknąłem pod nosem.
Ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna
nie poczuła się urażona, tylko lekko zachichotała.
- Wolę usłyszeć do od ciebie, niż
od szefa – skrzywiła się.
- Następne pytanie – zwróciła się
do mnie.
- Umm... Czemu to robisz? -
spytałem.
- Ale co? - popatrzyła na mnie
niezrozumiale.
- Czemu mi pomagasz? Czemu nie
jesteś jak inni? Przychodzisz tu, przepisujesz jakieś beznadziejne leki, które
mają mi pomóc, bierzesz kasę i wychodzisz? Czemu zachowujesz się jakbyś chciała
mnie poznać? - słowa wypływały ze mnie jedno po drugim zanim zdążyłem
przemyśleć co chcę powiedzieć. Byłem zaskoczony. Bardzo. W obecności mojej mamy
nasze rozmowy ograniczały się do krótkich pytań typu: „Jesteś głodny?” i
jeszcze krótszych odpowiedzi: „Tak” i „Nie”.
Widziałem po jej oczach, że jest
zdezorientowana. Dopiero po chwili zaczęła mówić.
- Czy to nie o to chodzi aby pomóc
innemu? Jeśli myślisz, że jestem psychiatrą tylko po to aby dużo zarabiać, to
się mylisz. Ja nie robię tego dla pieniędzy. Mi naprawdę zależy na moich
pacjentach. Chcę do nich dotrzeć i pomóc im rozwiązać problem... - nadal mówiła
jednak ja jej nie słuchałem. Skupiłem się na sposobie w jaki gestykulowała
opowiadając o ideach, które jej przyświecały. Wpatrywałem się w jej oczy, które
błyszczały gdy opowiadała o swojej pasji, która było wyciąganie ludzi z
problemów.
- Halo Michael – pomachała ręką
przed moją twarzą. Ocknąłem się.
- Hm? - mruknąłem usiłując
przypomnieć sobie o czym przed chwilą mówiła.
- Słuchasz mnie w ogóle? - spytała
rozbawiona. Uff... Dobrze, że się nie obraziła. Cholera Gordon. Od kiedy ty się
przejmujesz uczuciami innych?
- Nooo... Nie – przyznałem się.
- Mówiłam, że muszę kończyć, nasza
sesja i tak się wydłużyła. Mam do ciebie prośbę – wstała z łóżka i podała mi
jakąś kartkę.
- Taa? - chwyciłem papier.
- Wypełnisz to? Powinnam ja... Ale
jestem leniem – zachichotała.
Uniosłem brwi.
- A niby czemu miałbym to zrobić?
- Nie wiem – wzruszyła ramionami.
- Okay. Ale ostatni raz –
chwyciłem długopis. Nawet nie zauważyłem kiedy drzwi się zamknęły a Ashley
zniknęła z mojego domu.
Nie do końca rozumiałem co się
działo. Znałem ją około dwóch godzin, a rozmawiałem z nią jakbym znał ja kilka
lat. Długo pracowałem na to, aby wybudować wokół siebie mur. Nie dopuszczać
nikogo. A ta dziewczyna zaczynała go burzyć. Nie podobało mi się to. Dzisiaj na
zbyt dużo sobie pozwoliłem. Następnym razem nie będę. Nie zamierzam się przed
kimś otworzyć a później znowu cierpieć. Już teraz mam dość. Nauczyłem się
ukrywać moje uczucia, przez co ludzie myślą, że jestem potworem bez serca.
Kiedy idę szkolnym korytarzem, obgadują mnie, wiedząc, że to słyszę, lecz
myśląc iż mnie to nie rani. Bo nie mam UCZUĆ. Tylko nie wiedzą o tym, że
później całą noc spędzam w łazience, z żyletką przyciśniętą do mojego
nadgarstka, nie mając już siły płakać. Podobno wpadłem w depresję. Ja bym to
raczej nazwał: przestałem być sprawny. Nadaje się do wyrzucenia. Wstałem z
zamiarem skierowania się do łazienki i otworzenia szafki pod zlewem, kiedy z
moich kolan zsunęła się biała kartka. Patrzyłem jak powoli opada na dywan, zastanawiając
się, skąd ją mam.
No tak, Ashley prosiła...
No i co z tego, że prosiła? Mike!
Nie daj się zwariować!
Ale... Co mi szkodzi...
Otwarłem drzwi i ruszyłem na dół
dzierżąc w dłoni kartkę i długopis.
- Cześć synu – mama podeszła i
pocałowała mnie w czoło. Widziałem po jej twarzy, że cieszy się iż opuściłem
pokój.
- Umm... Pomożesz mi to wypełnić?
- była bardzo zaskoczona. Po raz pierwszy odezwałem się do niej sam, bez jej
nalegań. Jej oczy zaczęły świecić się ze szczęścia.
- Jasne. Pokaż tą kartkę – sztywną
ręką wsunąłem jej papier w dłoń. Przebiegła wzrokiem po niej i oddała mi.
- Jestem pewna że jesteś w stanie
to sam zrobić. Dziś na obiad naleśniki z nutellą.
Nie zareagowałem, tylko opuściłem
kuchnię.
Usiadłem przy biurku i odrzuciłem
pada na łóżko. Chwyciłem długopis i z cichym westchnięciem zacząłem czytać.
Imię: Michael – wpisałem.
Nazwisko: Clifford
Drugie imię:
Uhhh... Serio muszę? No dobra.
Drugie imię: Gordon
Następna rubryka była uzupełniona.
Objawy: Pacjent wykazuje brak zainteresowania
otaczającym go światem. Nie zwraca uwagi na próby nawiązania kontaktu. Nie
okazuje emocji.
Diagnoza: Depresja o stopniu
ciężkim.
Uniosłem wysoko brwi. Miło
poczytać o sobie. Niedbałe literki wskazywały na pismo mężczyzny.
To pewnie ten... No... Jak mu tam?
Thomas Brown? Nie ważne.
Spojrzałem na drugą stronę kartki.
Pusta. Czyli tyle mojej roboty. Przypiąłem notatki do tablicy w kącie pokoju i
zakopałem się w pościel. Zamierzałem przespać się do obiadu.
AAAAAAAAAAA!!! Uwielbiam to opowiadanie! Tak wspaniale oddajesz emocje Michaela *. * z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
OdpowiedzUsuńNo to czekam na następny *-*
OdpowiedzUsuń