poniedziałek, 30 listopada 2015

Dzień 4. (Michael)

Kiedy wstałem następnego dnia, byłem przekonany, że wszystko było jedynie snem. Spojrzałem w kalendarz. Niby wskazywał dzień następny, lecz ja czułem jakby wczoraj nie było.
Przecież to niemożliwe, żeby taki ktoś jak Ashley i Luke mnie polubili. Żeby chcieli spędzać ze mną czas. Pewnie obiecano im, że dostaną za to duże pieniądze.
Wniosek: Lecieli na pieniądze
Wniosek numer dwa: Byli fałszywi.
Byli fałszywi tak samo jak reszta tego świata.
„Nie oceniaj ludzi po okładce”
Serio?
Stań na moim miejscu. Przeżyj to co ja, a pogadamy.
Zaledwie dziesięcioletni chłopiec szedł powoli korytarzem. Nie śpieszył się na lekcje. Nie chciał znowu ich widzieć. Nieco wyższy brunet z bogatymi rodzicami. Miał wszystko czego potrzebował. Był królem szkoły, co często wykorzystywał.
- Tu jesteś idioto – Michael poczuł silne szarpnięcie i chwilę później jego plecy uderzyły o szafki.
- Zostaw mnie – spróbował się szarpać.
- Zachowuj się kundlu. Kasa – zauważył wyciągniętą w jego stronę rękę.
Wygrzebał z kieszeni kilka monet i podał chłopakowi. Wiedział, że rodzice znowu będą źli.
To był tylko początek. Łagodne tortury, chyba tak mogę to określić.
- Co to ma znaczyć że jesteś gejem? - nad leżącym chłopakiem stał wysoki mężczyzna. Młody Clifford poczuł mocnego kopniaka w brzuch i cicho jęknął.
- Jak cię wychowałem?! - wrzeszczał jego ojciec znęcając się nad zaledwie szesnastoletnim chłopakiem.
- Zaraz zobaczymy jaki jesteś pedale – usłyszał dźwięk rozpinanego rozporka oraz odgłos spodni upadających na podłogę.
- Wstawaj dziwko – został szarpnięty za biodra. Zamknął oczy nie mogąc znieść upokorzenia...
Stop. Więcej wam nie opowiem. A przynajmniej nie dziś. Mogę jedynie powiedzieć, że to była najgorsza noc w moim życiu.
Wstałem i skierowałem się do łazienki. Stanąłem przed lustrem.
Czerwone włosy, będące powodem wielu docinek.
Zielone, nijakie oczy – pospolite bagno, typowe dla geja.
Jednym słowem – nic specjalnego.
A nawet, coś okropnego. Jestem brzydki.
I to nie mówię tego na zasadzie:
Hej jestem brzydki, pocieszcie mnie że jestem ładny bo chcę to usłyszeć!
Nie. Ja po prostu jestem paskudny.
Dziwię się, że w ogóle mogę chodzić po ulicy, a ludzie nie uciekają z krzykiem.
Grubas.
Powód dla którego nie jadłem przez naprawdę długi czas. Aż nagle kochający rodzice zauważyli.
Uderzyłem pięścią w lustro. Pękło na kilkaset kawałków, tak samo jak moje serce, gdy kilka lat temu zostawił nas ojciec.
- Nie będę mieszkał pod jednym dachem z tym czymś! - wrzeszczał do matki pokazując na mnie.
- Ale to twój syn – próbowała mnie bronić.
- Mój syn nie byłby pedałem – wyśmiał ją.
To był ostatni dzień kiedy coś mnie zabolało. Aż do dziś.
Wspomnienia wracały, a ja nie mogłem ich pohamować. Nie byłem w stanie ich znieść.
Upadłem na podłogę cicho łkając. Szarpałem się za włosy nie mogąc znieść samego siebie.
Pragnąłem się uwolnić.
Od myśli
Od ludzi
Od siebie
Mój wzrok spoczął na odłamku lustra.
Chwyciłem kawałek do ręki pomału obracając.
Czemu nie?
Przeciągnąłem nim po ręce znacząc delikatnie czerwoną kreskę.
Syknąłem z bólu, jednak zaraz po tym się uśmiechnąłem.
Dobrze było to znowu czuć.
Po kilku kreskach nie kontrolowałem swojego ciała. Każda kolejna kreska była głębsza, dłuższa.
Było ich coraz więcej.
Ostatnie co pamiętam to krzyk.

Michael... 






---------------
Jestem zła hehe...
Przeżyje czy nie?
Przepraszaaaaaaaaaaam za tak długi czas, ale szkoła blebleble
Tęsknię za długimi rozdziałami. Następny będzie lepszy, I promise x
Teraz spadam tłumaczyć x Czasami mam wrażenie że jestem debilem i przeceniam własne siły. Ale to przechodzi
Adios!


piątek, 6 listopada 2015

Dzień 4. (Ashley)

Przepraszam, że znowu krótki ale szkoła xd

Michael zasnął zanim zdążyliśmy opuścić jego mieszkanie. Mama Clifforda dziękowała nam ze łzami w oczach. Ale przecież nic nie zrobiliśmy...
Wspaniale było widzieć czerwonowłosego chłopaka szczęśliwego. Uśmiechał się, kiedy Luke pokazywał mu kolejne akordy American Idiot na gitarze. Przez bite trzy godziny grał w kółko te same riffy na gitarze ciesząc się. Wspaniale by było gdyby dołączył do naszego zespołu...
- Lu? - spytałam kopiąc przed sobą kamyk.
- Hm? - obrócił twarz w moją stronę. W mroku, w świetle ulicznych latarni, jego oczy błyszczały pięknym błękitem. Gdyby nie fakt, że jest gejem, oraz moim najlepszym kumplem, mógłby mi się podobać.
- Bo wiesz... Pamiętasz nasz zespół? - chłopak skinął, więc kontynuowałam – Może wciągnęlibyśmy w to Michaela? - rzuciłam – To znaczy nie od razu – szybko się poprawiłam potrząsając głową – Jak trochę powróci do tego świata...
- Dobry pomysł – przytaknął Luke przygryzając wargę.
Dotarliśmy pod drzwi. Hemmo otworzył je, po czym przepuścił mnie przodem. Podobało mi się to, że zarówno on, jak i Cal potrafili się zachować.
- Cześć kocha-aaaa... - w progu zatrzymał się jak wryty Calum. Pisnęłam i zasłoniłam oczy.
- Calum... - usłyszałam głośne westchnienie za mną.
- To... My pójdziemy na górę – skinęłam z zamkniętymi oczami na zgodę. Kiedy upewniłam się, że zniknęli w swoim pokoju otwarłam oczy i odetchnęłam z ulgą.
- Super – zachichotałam i włączyłam telewizor. Nawet nie ogarnęłam, kiedy zasnęłam.
Kiedy obudziłam się następnego dnia, w pomieszczeniu roznosił się zapach seksu. Skrzywiłam się i rozszczelniłam wszystkie okna, po czym poszłam obudzić napaleńców.
Nie było to konieczne. W momencie w którym otwierałam drzwi z tamtej strony za klamkę pociągnął Calum. Wpadłam na niego, odbijając się i upadając na podłogę.
- Nic ci nie jest? - pseudo Azjata schylił się nade mną z zatroskaną miną.
- Nie, jest okay – uśmiechnęłam się przyjmując dłoń wyciągniętą dla mnie do pomocy.
- Przepraszam – wyszczerzył zęby w uroczym geście.
Zrobiłam krok w kierunku drzwi od pokoju Lucasa, jednak on zastąpił mi drogę, blokując przejście.
- Umm... Nie jestem pewien czy chcesz tam wejść... - potarł głowę zażenowany, rumieniąc się.
- Uhm jasne – zakrztusiłam się własną śliną.
- Obudź twojego lowelasa i zejdźcie na śniadanie. Naleśniki zaraz będą – rozpromienił się i skinął głową.
Wróciłam do kuchni, przy okazji przebierając się. Tak wiem, to trochę dziwne, ale mam ciuchy w każdym pomieszczeniu... Cokolwiek he he... Nie śmieszne...
- Jesteśmy – po schodach zleciał, dosłownie, Luke. Zaraz za nim na spokojnie, wyluzowanym krokiem szedł Hoodie.
- Auć... Mój tyłek – Hemmo wstał masując dolne partie swojego ciała, na co Asian zrobił się czerwony niczym ketchup.
- Nie wnikam w to co robicie, ale, Lucas, usiądź z łaski swojej... - fuknęłam przewracając oczami.
- Zazdrosna? - Hemmo poruszył brwiami w zboczonym geście.
- O kogo? O ciebie? - uniosłam brwi kpiąc z niego – No chyba nie
- Powiedz... Wiem że mnie pragniesz... - wskoczył na stół i zaczął się rozbierać.
- Yy – zaprotestował Calum i podszedł do blondyna chwytając go w biodrach. Ściągnął go na ziemię i pocałował, po czym polizał po policzku.
- Sorka, Ash. Polizane zaklepane.