niedziela, 25 października 2015

Dzień 3 (Michael)

Spać, spać, spać. Kto normalny budzi mnie o godzinie czwartej? No, okay, czwartej po południu.
16... Za 30 minut ma być Ashley. Chwyciłem telefon i zauważyłem nową wiadomość.
„Mam dla Ciebie niespodziankę. Ash xx”
Mam nadzieję że to nie jest jakiś człowiek, który będzie mi wmawiał, że życie jest piękne. Tak naprawdę życie jest obojętne, a to od nas zależy jak będziemy je postrzegać.
- Cześć – do pokoju wparowała Ashley i jakiś chłopak. Przyjrzałem mu się. Wysoki, przystojny blondyn z kolczykiem w ustach. Są parą? Nie wiem, nie wnikam w to.
- Oj stary ale tu wali... Luke jestem – blondi zmarszczył nos a ja od razu poczułem, że go nie darzę sympatią.
- Walić to ty możesz konia – warknąłem wstając wkurzony. Zauważyłem, że Ash patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem. Woah, irytujący Michael przemówił?
- Co się tak gapicie? Nogi mam to ich używam – fuknąłem schodząc po schodach na dół.
- Mike! - moja mama zerwała się z kanapy kiedy tylko mnie zauważyła.
- Tak mnie ochrzciliście – nalałem sobie wody do kubka.
- Nie chcę być niemiła, ani nic, ale stało się coś? Wiesz, przez ostatnie dni siedziałeś zamknięty w pokoju, a teraz nagle jesteś tu i pijesz wodę i w ogóle... - zauważyłem w jej wzroku iskry szczęścia, Wow, serio musiałem być niezłym dupkiem...
- Oprócz tego, że w moim pokoju jest dwóch idiotów, a w zasadzie debili to nic – upiłem łyk wody i pocałowałem ją w policzek – Idę na górę – w jej oczach pojawiły się łzy.
- Mamo... Nie płacz – potarłem dłonią po jej ramieniu.
- P-przepraszam Mike – otarła dłonią policzek i uśmiechnęła się – Po prostu jestem taka szczęśliwa, mój synek wraca – podreptała do szafki i wyciągnęła z niej ciasteczka.
- Idź się męczyć z tymi idiotami – zaśmiała się, a ja ruszyłem po schodach.
Kiedy wparowałem do pokoju, Ashley stała pod oknem obrócona plecami do drzwi a Luke siedział na podłodze i stroił moją gitarę. Zamknąłem drzwi, lekko nimi trzaskając, co sprawiło, że Ash odwróciła się w moim kierunku. W jej oczach widziałem zmieszanie i poczucie winy. Nie, nie.
- Nastroiłem – Luke wręczył mi gitarę. Szybko ją odłożyłem.
- Nie tak prędko kolego – pokręcił głową przecząco i włożył mi ją do ręki – Siadaj – popchnął mnie na łóżko.
- Woah, nie za szybko? - uniosłem brew w górę. Mimo wszystko pojawienie się tej dwójki poprawiło mi nastrój. Zaczynałem coś czuć. I o dziwo podobało mi się to.
- Nie, mam chłopaka – pokręcił głową uśmiechnięty.
- Jesteś gejem? - zrobiłem ogromne oczy.
- Przeszkadza ci to w czymś? - zmarszczył czoło spoglądając na mnie spode łba.
- Nie no coś ty! - zaprzeczyłem. Naprawdę nie byłem homofobem. Love is love.
- Okay – chłopak wyciągnął swoją gitarę.
- Co chcesz zrobić? - trzymałem swój instrument na kolanach.
- Nie w tą stronę – zachichotała Ashley i przekręciła gitarę tak, aby jej gryf znajdował się w mojej lewej ręce. Poczułem ciepło na policzkach i byłem pewny, że się zarumieniłem.
- Okay, uwaga – Luke usiadł za mną i objął mnie ramieniem. Spiąłem się na jego dotyk. Poczekał chwilę zanim chwycił moją dłoń i ustawił ją na gryfie. Dawał mi czas na przyzwyczajenie się do jego obecności.
- Pierwszy palec tu, drugi, trzeci – poprzestawiał palce na gryfie.
- Zagraj – polecił. Przesunąłem dłonią po strunach i skrzywiłem się. To niczym nie przypominało gry na gitarze.
- Jeszcze raz, ale palce mocniej dociśnij – poinstruował mnie. Było lepiej. Uśmiechnąłem się.

Byłem szczęśliwy.

środa, 14 października 2015

Dzień 3. (Ashley)

Z góry przepraszam, że taki krótki, ale 3 gimnazjum nie jest łatwa, nie mam czasu na nic...
A
nyway, miłego czytania!


- Lucas!!! - wpadłam z wrzaskiem do mieszkania. Nie uzyskałam odpowiedzi, więc skierowałam się do salonu.
- Ca-al-um...- zza ściany dobiegały nieprzyzwoite odgłosy. Skrzywiłam się, i pobiegłam do pokoju zamykając drzwi. NAPRAWDĘ nie miałam ochoty oglądać gejowskiego seksu...
Niestety, ja i Luke byliśmy tyle co po studiach, nie stać nas było na luksusy. Co za tym idzie, nasz dom nie był wyszukany. Słyszałam wszystko mimo zamknięcia drzwi. Zirytowana warknęłam i chwyciłam słuchawki leżące na biurku. Już po chwili w moich uszach rozbrzmiała piosenka „Holiday” zespołu Green Day. To mi przypomniało o Michaelu. Też miałam takie marzenia. W zasadzie, przez pewien czas byłam w zespole. Calum gra na basie, Luke na gitarze, a ja na perkusji. Razem tworzyliśmy zespół o wdzięcznej nazwie Black Cherry. Nagraliśmy kilka cover'ów, jednak nigdy nie wylądowało to w internecie. Myślę, że nadal je gdzieś mam... Ale nieważne. Stwierdziliśmy, że to nie ma sensu. Calum studiował fotografię, my psychiatrię, nie mieliśmy czasu na rozkręcenie tego, ba, nawet na spróbowanie.
Porzucone marzenia... Grałam na perkusji, kiedy chciałam uwolnić emocje. Wolałam wyżyć się na instrumencie, niż na sobie. Tak, to też kiedyś robiłam. To był główny moment dla którego wybrałam psychiatrie. Chciałam pomóc innym wyjść z tego nałogu, bo inaczej tego nazwać nie można. Ale nie o tym. Pomyślałam, że skoro dziecinnym marzeniem Cliffo było nauczyć się grać na gitarze i zostać gwiazdą rocka, mogłoby mu to pomóc uwolnić emocje.
Często ludziom wydaje się, że osoba z depresją nie czuje. Ze jest pusta. Nie. Ona ma w sobie za dużo emocji, które kłócą się ze sobą. Jednak nie potrafi ich uwolnić, co sprawia, że zaczynają ją wyniszczać od środka. Po jakimś czasie przyzwyczaja się do pustki wewnątrz, do samotności, do tłumienia uczuć.
Do tego potrzebny mi był Lucas. Miał nauczyć go grać na gitarze. Moim zadaniem było przekonać go aby sięgał po nią, gdy dobija go samotność.
To nie będzie łatwe... Ale dam radę. Wierzę, że tak naprawdę nie ma rzeczy której nie jestem w stanie zrobić. I nie chodzi mi tu o to, że jestem genialna, czy coś. Mam na myśli, że w rzeczywistości nic nas nie ogranicza. Rodzimy się bez barier, które rosną wokół nas w późniejszym życiu. To, że ktoś mówi: „Nie możesz, jesteś za słaby”, sprawia, ze tracimy wiarę w siebie, przestajemy próbować. Przyjmujemy, że nam się nie uda i koniec. Poddajemy się.
To z czasem sprawia, że stajemy się puści, bez życia. Bez tej iskry która paliła się w nas motywując do działania. To smutne, ale prawdziwe.
Zsunęłam słuchawki. W mieszkaniu panowała cisza. Mają szczęście. W końcu minęła godzina...
Powolutku zeszłam na dół. Spali w salonie okryci kołdrą na kanapie. Wszystko wokół było umazane... No... Wiecie o co chodzi.
Przemknęłam do kuchni starając się ignorować wszechobecny zapach seksu i zaparzyłam kawę. Po namyśle wyjęłam jeszcze dwa kubki i nasypałam do nich czarnego proszku. Tak jak się spodziewałam do kuchni po chwili wkroczył nagi Hemmings. Szybko zamknęłam oczy, nim zdążyłam cokolwiek zauważyć. Serio, nie chcę oglądać przyjaciela bez ubrań. To krępujące.
- Już możesz otworzyć – usłyszałam po chwili. Uchyliłam powieki i dostrzegłam chłopaków siedzących przy stole. Uśmiechnęłam się do nich i usiadłam na trzecim wolnym miejscu.
- Więc... - zaczął Luke, a Calum się zarumienił.
- Oh, dajcie spokój, słyszałam wszystko – machnęłam ręką i upiłam łyk kawy.
- Idę na zakupy, bo lodówka jest pusta. W tym samym czasie wy macie umyć wszystko w salonie i przewietrzyć mieszkanie – wstałam.
Calum otworzył usta aby coś powiedzieć, lecz zamknął je z powrotem wlepiając wzrok w kubek.

- Pa! - pomachałam im na pożegnanie i wyszłam lekko trzaskając drzwiami.