2 komentarze = następny x
Patrzyłem na dziewczynę
niezrozumiałym wzrokiem. Przychodzi do domu, wbija swoje nogi w mój
brzuch i każe mi wstać, gadając coś o spaniu nago. Mam dziwne
przeczucie, ze dopóki nie wstanę i nie pogadam z nią czy
cokolwiek, to nie da mi spokoju. Podniosłem się pomału do pozycji
siedzącej i przetarłem dłońmi oczy usiłując odzyskać ostrość
widzenia.
- Masz Xboxa –
usłyszałem z kąta pokoju.
- No i? - fuknąłem
wstając. Nienawidziłem kiedy ktoś dotykał moich rzeczy.
- Nic – wzruszyła
ramionami i uśmiechnęła się do mnie.
- Zaraz wracam –
prychnąłem i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem swoje potrzeby i
wróciłem. Przeczesałem dłonią włosy i padłem (dosłownie) na
łóżko.
- Jak się dziś czujesz?
- zadała mi pytanie.
Popatrzyłem na nią,
lecz nic nie odpowiedziałem.
- Opowiedz może coś o
sobie – zaproponowała w końcu, po kilkunastu minutach ciszy.
- Niby co? - skrzywiłem
się. Miałem jej pomału dość. Czy ona nie widzi, że ja spałem?
Dopóki ktoś mnie nie obudził?
- No nie wiem... Drugie
imię, ulubiony kolor... - wymieniała licząc na palcach.
- Masz to wszystko w
papierach – warknąłem. Byłem na serio wkurzony. Spać.
- Wolę się dowiedzieć
tego od ciebie – odpowiedziała spokojnie. Większość stwierdzała
wtakich momentach, że nic mi nie pomogą i odchodzili. Ma punkt u
mnie.
Westchnąłem głośno.
- Czarny.
- Co? - zmarszczyła
brwi.
- Kolor. Ulubiony –
wyjaśniłem, widząc, jak patrzy na mnie bez zrozumienia.
- Oh, okay - uśmiechnęła
się.
- Coś jeszcze? -
spytałem. Może pójdzie już i da mi spać.
- Dopiero zaczęliśmy,
jeszcze godzinka - na jej słowa głośno jęknąłem.
- Dzisiaj musimy
porozmawiać o Twojej rodzinie – zaglądnęła w papiery. Spiąłem
się. Nie lubię o nich rozmawiać. Uwierzcie mi, to nic miłego
kiedy rodzina wypiera się Ciebie.
- Masz rodzeństwo? -
czekała z długopisem w ręce.
- Nie.
- Chciałbyś mieć? -
spytała patrząc na mnie.
- Nie.
- Jakie są Twoje
stosunki z rodziną?
Cisza.
- Mike?
- Michael - zacisnąłem
dłonie w pięści. Tylko jedna osoba mogła mi mówić Mike. Nikt
inny.
- Michael? - nie była
speszona moją uwagą.
- Co? - burknąłem.
- Jakie są twoje
stosunki z rodziną? - powtórzyła stukając długopisem o udo.
Znowu zapadła cisza.
- Wrócimy do tego.
Następne pytanie... - przerwałem jej.
- Nie. Nie chcę
rozmawiać o tym.
- Wiesz, że aby ci
pomóc, muszę poznać twoje otoczenie – dziewczyna westchnęła.
- Nie chce pomocy –
skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.
- Michael. Czemu?
- Dajcie mi spokój i
przestańcie się wreszcie o wszystko wypytywać! Chcę żyć tak jak
żyje! - krzyknąłem.
- Michael, czy ty nie
widzisz tego, że rodzina cię kocha, że chce ci pomóc. Masz
jeszcze całe życie przed sobą. To, że teraz ci się nie wiodło,
nie znaczy, że tak będzie przez cały czas. Postaraj się
zawalczyć. Znajdź coś na czym będzie ci zależało i staraj się
to osiągnąć - mówiła powoli patrząc mi w oczy, jakby
sprawdzała, czy słowa docierają do mnie. Docierały. Może ona ma
rację... Nie. Jestem nieudacznikiem, zmarnowałem sobie całe życie,
już nic mi nie pomoże.
- Nie znasz mnie –
syknąłem. Byłem zły na to, że wszyscy wokoło mają dla mnie
jakieś dobre rady, ale żadne z nich nie rozumie tego, że ja nie
chcę pomocy, jedyne czego pragnę to umrzeć, ponieważ to jedyna
rzecz która może mnie uwolnić od tego świata.
- To pozwól mi się
poznać – rozłożyła ręce.
- Jeśli mnie poznasz, i
zobaczysz, że w moim przypadku nie ma sensu żyć dalej, dasz mi
spokój? - spytałem.
Skinęła głową.
Fajnie.
- W takim razie, opowiedz
mi o swoich zainteresowaniach.
Spojrzałem na nią.
- Musiałeś coś kiedyś
robić i lubić to. Co robiłeś jak byłeś młodszy?
- Grałem.
- W co?
- W piłkę z kolegami –
odwróciłem wzrok.
- Coś jeszcze? Kim
chciałeś zostać?
- Gwiazdą rocka –
odpowiedziałem. Nie wiem czemu odpowiadałem jej na te pytania.
Przecież nie chciałem się nikomu nigdy zwierzać.
- Czemu nie zrealizujesz
swoich marzeń? - spytała.
- Jestem beznadziejny.
Poza tym to były szczeniackie marzenia – prychnąłem. Byłem
wtedy głupim gówniarzem, który myślał, że życzenia się
spełniają.
- Tak po prostu się
poddałeś? - spytała unosząc brwi.
Przytaknąłem.
- Czemu? - spytała
zdziwiona – Nie próbowałeś, nie wiem, grać na gitarze, śpiewać,
cokolwiek?
- Nie. Szkoła mnie
uświadomiła w tym, że nieważne co zrobię, będzie to kiepskie,
więc nie chciałem się rozczarować w kolejnej rzeczy.
- Nadal chciałbyś?
- Nauczyć się grać na
gitarze? - spytałem.
- Tak, o to mi chodziło.
Zastanowiłem się. W
sumie, po prostu założyłem, że mi to nie wyjdzie.
- Nie wiem – odparłem
zgodnie z prawdą. - Chyba nie, bo wiem, że to marnowanie mojego
czasu.
- Mhm – mruknęła
zamyślona.
- Coś jeszcze? -
spytałem raczej mało grzecznie. Zerknęła na zegarek.
- Nie, to wszystko na
dziś Michael – wstała. Zebrała wszystkie papiery.
- Do jutra – pomachała
mi zatrzymując się na chwilę w drzwiach.
- Tak, pa – pożegnałem
się. Zmarszczyłem brwi. Co to było? Przecież ja się nie żegnam!
Szkoda mi czasu, na takie
rozmyślania. Po prostu jestem zmęczony.
Zakopałem się w
pościeli, nie trudząc się zdejmowaniem butów.
Zamknąłem oczy.
Nawet nie zauważyłem
kiedy zasnąłem.
AAAAAAAA BOZE! KOCHAM TO OPOWIADANIE! TAK SWIETNIE PISZESZ I OPISUJESZ NASTROJ MICHAELA! JESTES GENIALNA ��
OdpowiedzUsuńCudoo *,* CHCE WIĘCEJ!
OdpowiedzUsuńRobi się coraz ciekawiej *-*
OdpowiedzUsuń