niedziela, 30 sierpnia 2015

Dzień 2. (Michael)

2 komentarze = następny x


Patrzyłem na dziewczynę niezrozumiałym wzrokiem. Przychodzi do domu, wbija swoje nogi w mój brzuch i każe mi wstać, gadając coś o spaniu nago. Mam dziwne przeczucie, ze dopóki nie wstanę i nie pogadam z nią czy cokolwiek, to nie da mi spokoju. Podniosłem się pomału do pozycji siedzącej i przetarłem dłońmi oczy usiłując odzyskać ostrość widzenia.
- Masz Xboxa – usłyszałem z kąta pokoju.
- No i? - fuknąłem wstając. Nienawidziłem kiedy ktoś dotykał moich rzeczy.
- Nic – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do mnie.
- Zaraz wracam – prychnąłem i ruszyłem do łazienki. Załatwiłem swoje potrzeby i wróciłem. Przeczesałem dłonią włosy i padłem (dosłownie) na łóżko.
- Jak się dziś czujesz? - zadała mi pytanie.
Popatrzyłem na nią, lecz nic nie odpowiedziałem.
- Opowiedz może coś o sobie – zaproponowała w końcu, po kilkunastu minutach ciszy.
- Niby co? - skrzywiłem się. Miałem jej pomału dość. Czy ona nie widzi, że ja spałem? Dopóki ktoś mnie nie obudził?
- No nie wiem... Drugie imię, ulubiony kolor... - wymieniała licząc na palcach.
- Masz to wszystko w papierach – warknąłem. Byłem na serio wkurzony. Spać.
- Wolę się dowiedzieć tego od ciebie – odpowiedziała spokojnie. Większość stwierdzała wtakich momentach, że nic mi nie pomogą i odchodzili. Ma punkt u mnie.
Westchnąłem głośno.
- Czarny.
- Co? - zmarszczyła brwi.
- Kolor. Ulubiony – wyjaśniłem, widząc, jak patrzy na mnie bez zrozumienia.
- Oh, okay - uśmiechnęła się.
- Coś jeszcze? - spytałem. Może pójdzie już i da mi spać.
- Dopiero zaczęliśmy, jeszcze godzinka - na jej słowa głośno jęknąłem.
- Dzisiaj musimy porozmawiać o Twojej rodzinie – zaglądnęła w papiery. Spiąłem się. Nie lubię o nich rozmawiać. Uwierzcie mi, to nic miłego kiedy rodzina wypiera się Ciebie.
- Masz rodzeństwo? - czekała z długopisem w ręce.
- Nie.
- Chciałbyś mieć? - spytała patrząc na mnie.
- Nie.
- Jakie są Twoje stosunki z rodziną?
Cisza.
- Mike?
- Michael - zacisnąłem dłonie w pięści. Tylko jedna osoba mogła mi mówić Mike. Nikt inny.
- Michael? - nie była speszona moją uwagą.
- Co? - burknąłem.
- Jakie są twoje stosunki z rodziną? - powtórzyła stukając długopisem o udo.
Znowu zapadła cisza.
- Wrócimy do tego. Następne pytanie... - przerwałem jej.
- Nie. Nie chcę rozmawiać o tym.
- Wiesz, że aby ci pomóc, muszę poznać twoje otoczenie – dziewczyna westchnęła.
- Nie chce pomocy – skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.
- Michael. Czemu?
- Dajcie mi spokój i przestańcie się wreszcie o wszystko wypytywać! Chcę żyć tak jak żyje! - krzyknąłem.
- Michael, czy ty nie widzisz tego, że rodzina cię kocha, że chce ci pomóc. Masz jeszcze całe życie przed sobą. To, że teraz ci się nie wiodło, nie znaczy, że tak będzie przez cały czas. Postaraj się zawalczyć. Znajdź coś na czym będzie ci zależało i staraj się to osiągnąć - mówiła powoli patrząc mi w oczy, jakby sprawdzała, czy słowa docierają do mnie. Docierały. Może ona ma rację... Nie. Jestem nieudacznikiem, zmarnowałem sobie całe życie, już nic mi nie pomoże.
- Nie znasz mnie – syknąłem. Byłem zły na to, że wszyscy wokoło mają dla mnie jakieś dobre rady, ale żadne z nich nie rozumie tego, że ja nie chcę pomocy, jedyne czego pragnę to umrzeć, ponieważ to jedyna rzecz która może mnie uwolnić od tego świata.
- To pozwól mi się poznać – rozłożyła ręce.
- Jeśli mnie poznasz, i zobaczysz, że w moim przypadku nie ma sensu żyć dalej, dasz mi spokój? - spytałem.
Skinęła głową. Fajnie.
- W takim razie, opowiedz mi o swoich zainteresowaniach.
Spojrzałem na nią.
- Musiałeś coś kiedyś robić i lubić to. Co robiłeś jak byłeś młodszy?
- Grałem.
- W co?
- W piłkę z kolegami – odwróciłem wzrok.
- Coś jeszcze? Kim chciałeś zostać?
- Gwiazdą rocka – odpowiedziałem. Nie wiem czemu odpowiadałem jej na te pytania. Przecież nie chciałem się nikomu nigdy zwierzać.
- Czemu nie zrealizujesz swoich marzeń? - spytała.
- Jestem beznadziejny. Poza tym to były szczeniackie marzenia – prychnąłem. Byłem wtedy głupim gówniarzem, który myślał, że życzenia się spełniają.
- Tak po prostu się poddałeś? - spytała unosząc brwi.
Przytaknąłem.
- Czemu? - spytała zdziwiona – Nie próbowałeś, nie wiem, grać na gitarze, śpiewać, cokolwiek?
- Nie. Szkoła mnie uświadomiła w tym, że nieważne co zrobię, będzie to kiepskie, więc nie chciałem się rozczarować w kolejnej rzeczy.
- Nadal chciałbyś?
- Nauczyć się grać na gitarze? - spytałem.
- Tak, o to mi chodziło.
Zastanowiłem się. W sumie, po prostu założyłem, że mi to nie wyjdzie.
- Nie wiem – odparłem zgodnie z prawdą. - Chyba nie, bo wiem, że to marnowanie mojego czasu.
- Mhm – mruknęła zamyślona.
- Coś jeszcze? - spytałem raczej mało grzecznie. Zerknęła na zegarek.
- Nie, to wszystko na dziś Michael – wstała. Zebrała wszystkie papiery.
- Do jutra – pomachała mi zatrzymując się na chwilę w drzwiach.
- Tak, pa – pożegnałem się. Zmarszczyłem brwi. Co to było? Przecież ja się nie żegnam!
Szkoda mi czasu, na takie rozmyślania. Po prostu jestem zmęczony.
Zakopałem się w pościeli, nie trudząc się zdejmowaniem butów.
Zamknąłem oczy.

Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem.

3 komentarze:

  1. AAAAAAAA BOZE! KOCHAM TO OPOWIADANIE! TAK SWIETNIE PISZESZ I OPISUJESZ NASTROJ MICHAELA! JESTES GENIALNA ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudoo *,* CHCE WIĘCEJ!

    OdpowiedzUsuń
  3. Robi się coraz ciekawiej *-*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentujesz = wywołasz ogromny uśmiech na mojej twarzy i sprawisz, że rozdział pojawi się szybciej :)