Dzień 2 (Ashley)
Wstałam rano z
przeczuciem, że dziś zdarzy się coś niedobrego. Mimo to, ruszyłam
raźnym krokiem do kuchni wstawiając wodę na kawę dla siebie i
przyjaciela z którym mieszkałam – Luke'a Hemmingsa. Wiele osób
myślało, że jesteśmy parą, jednak między nami była tylko
czysta przyjaźń. Czemu? Owszem, Hemmo był przystojny,
powiedziałabym nawet, że bardzo, ale nie kręciły go dziewczyny.
Tak, był gejem. Nawet miał chłopaka. Widziałam go raz, czy dwa.
- Hej – po schodach
zszedł Luke przeciągając się.
- Hej – zasypałam kawę
i nalałam wody. Podałam mu kubek, na co podziękował uśmiechem.
- Jakieś plany na dziś?
- spytał po chwili ciszy.
- O 16 mam sesję u
Michaela, a tak poza tym to chyba nic – wzruszyłam ramionami.
- A ty? - spytałam
widząc jak przyjaciel przygląda mi się z zainteresowaniem.
- O 12 sesja z Liz,
później spotykam się z Calumem – zarumienił się na samo
wspomnienie o Hoodzie.
- Mhm – przytaknęłam
upijając łyk ciepłego napoju. Tak, Luke także był psychiatrą.
- Idę się ubrać –
mruknęłam odstawiając puste naczynie do zmywarki i ocierając usta
z resztek napoju.
Chłopak skinął głową
i także odłożył kubek.
- Ja też.
Wbiegliśmy po schodach
spychając się z nich i kłócąc po czym rozeszliśmy się do
pokoi. Otwarłam szufladę z bielizną, drugą ręką włączyłam
laptopa. Szybko wzięłam prysznic i wciągnęłam na siebie czarne
rurki oraz przypadkową koszulkę z szafy Hemmingsa.
W salonie zastałam
blondyna rozwalonego na kanapie. W jednej ręce trzymał pilota, w
drugiej mój telefon.
- Dzwonił – podał mi
urządzenie do ręki. Spojrzałam na wyświetlacz, gdy telefon zaczął
wibrować. Numer wyświetlony nic mi nie mówił, jednak mimo to
przeciągnęłam palcem po ekranie odbierając połączenie.
- Irwin, słucham? -
rzuciłam, jedną ręką otwierając szafkę.
- Dzień dobry –
zmarszczyłam brwi usiłując sobie przypomnieć skąd znam ten głos.
A no tak! Paul. Znajomy mojego taty.
- Jest mała sprawa, w
zasadzie duża – mężczyzna zaczął się plątać.
- Spokojnie proszę pana,
co się stało? - przerwałam mu lekko się uśmiechając.
- Chodzi o to, że... -
wziął głęboki oddech – Moja córka od dłuższego czasu nie
wychodzi z pokoju. I nie chodzi mi tu o dzień czy dwa. Minęło pięć
dni a nie widziałem jej na oczy – westchnął.
- Jest pan pewny, że nic
sobie nie zrobiła? - zaniepokoiłam się. Znałam ją.
- Tak, jestem pewny,
jedzenie sprzed drzwi znika i codziennie słyszę stamtąd muzykę.
Proszę pomóż mi. Zapłacę...
- Przykro mi, ale
niestety naprawdę nie mogę – pomyślałam o Michaelu. Jaidon
byłby na mnie zły, gdybym olała chłopaka. – Mam bardzo
wymagającego pacjenta...
- Dobrze, nie tłumacz
się, rozumiem – przerwał mi znajomy ojca – Znasz może kogoś
kto mógłby?
- Niestety nie, ale
jestem pewna że jak pan zapyta w ośrodku, to polecą kogoś.
- Dobrze, dziękuję, do
widzenia – w słuchawce rozbrzmiał dźwięk kończonego
połączenia.
- Kto to był? - spytał
Luke, kiedy usiadłam koło niego.
– Znajomy ojca-
machnęłam ręką, dając znać, iż nie powinien przywiązywać do
tego jakiejś wielkiej wagi.
- Okay – mruknął
zapewne nawet nie słysząc co mówię. Szczerzył się do telefonu,
niczym głupek. Obeszłam po cichu kanapę i zajrzałam mu przez
ramię. Kiedy tylko spostrzegł, że nad nim stoję, szybko
zablokował telefon.
- Ash! - krzyknął
rumieniąc się.
- Boże to obleśne! -
pisnęłam zakrywając oczy dłońmi.
- Ciekawość szkodzi –
wystawił mi język.
Popatrzyłam na niego.
- Potrzebuje psychiatry
po zobaczeniu nago twojego chłopaka.
On tylko się wyszczerzył
i posłał mi całusa w powietrzu. Trzepnęłam go poduszką w głowę
i przełączyłam kanał.
- Ej ja to oglądałem! -
zerwał się na równe nogi.
- Jestem pewna, że masz
lepsze rzeczy do oglądania – poruszyłam wymownie brwiami w
kierunku jego telefonu który wibrował na stoliku.
- Ouh – chłopak
przejechał dłońmi po twarzy naciągając skórę pod oczami, co
sprawiło, że wyglądał jak kościotrup.
- Idę do pokoju –
mruknął zgarniając urządzenie ze stolika.
- Tylko nie poplam
pościeli! - krzyknęłam chichocząc pod nosem.
– Pieprz się! -
usłyszałam wrzask ze schodów i byłam pewna, że Hemmings wystawia
w moim kierunku środkowy palec.
Pokręciłam głową i
uśmiechnęłam się. Chwyciłam blisko leżącą książkę. Tak, u
mnie to było normalne. Często czytałam coś, słuchając
telewizji. Z lektury wyrwał mnie trzask drzwi. Zaspany Luke stanął
w drzwiach, drapiąc się po nodze.
- Która go-ooo-dzina?
-ziewnął.
Spojrzałam na zegarek w
telefonie.
- 15 – mruknęłam
wracając do lektury.
- Zaraz co? - zrobiłam
wielkie oczy i poderwałam się z kanapy. Szybko wciągnęłam buty
na nogi i ubrałam bluzę upewniając się, ze zakrywa ona moje
nadgarstki.
- Zjedz coś – rzuciłam
wiążąc buta.
Luke zaśmiał się.
- To urocze, że się o
mnie tak troszczysz, ale jak tak dalej pójdzie to zostanie z ciebie
sama skóra.
Pokręciłam głową z
irytacją.
- Doskonale wiesz, że
jem, tylko dziś tego nie zrobiłam – fuknęłam schylając się,
aby zawiązać sznurowadła w drugim martensie.
- Niech ci będzie, mam
na ciebie oko – uśmiechnął się opierając biodro o framugę.
Nie dziwiłam mu się, że był taki nadopiekuńczy. W końcu pomógł
mi wyjść z bulimii połączonej z anoreksją, co nie jest łatwe.
- Pa – cmoknęłam go w
policzek i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Spojrzałam na
zegarek i postanowiłam, że przejdę się na nogach. Mam jeszcze 20
minut.
Pod domem Clifforda,
znaczy, państwa Cliffordów, byłam kilka minut przed czasem. Mimo
to przekroczyłam trzy schodki (za jednym razem! Plus posiadania
długich nóg) i wcisnęłam guzik wystający ze ściany..
- Witaj – mama Michaela
uśmiechnęła się ciepło na mój widok.
- Dzień dobry –
zdjęłam buty i podążyłam za kobietą do kuchni.
- Zaraz przyniosę wam
herbatę i ciasteczka – zaczęła krzątać się po pomieszczeniu.
- Ja je wezmę –
odebrałam od niej tacę i ruszyłam po schodach na górę.
Zapukałam do pokoju,
jednak odpowiedziała mi cisza. Spróbowałam jeszcze raz. Nadal zero
odpowiedzi. Westchnęłam głośno i nacisnęłam klamkę łokciem,
powodując otwarcie się drzwi.
– Cześć Mike –
przywitałam się z chłopakiem zakopanym w łóżku.
- Wyleź spod tej kołdry
– szarpnęłam za krawędź materiału.
Zero reakcji.
- Okay. Jak chcesz. -
usiadłam obok niego i chwyciłam kubek z parującym napojem. Upiłam
łyk herbaty i szturchnęłam górę znajdującą się obok mnie.
Pagórek burknął coś i skopał kołdrę w dół ukazując czuprynę
zmierzwionych zielonych włosów.
- Ej, sałata –
szturchnęłam go łokciem.
Uniósł jedną powiekę
i burknął.
- Twoja mama zrobiła
herbatę. Mówię ci, mniam! - przerzuciłam nogi przez ciało
chłopaka, co skwitował głośnym jękiem.
- Nie udawaj, nie są
takie ciężkie – fuknęłam udając, że obraził mnie swoim
zachowaniem.
Odstawiłam pusty kubek
na szafkę nocną i postanowiłam zacząć rozmowę.
- Czemu śpisz o godzinie
16? - zdarłam kołdrę jednym ruchem. Chłopak miał na sobie czarne
rurki przetarte na kolanach, prawdopodobnie od zbyt długiego
noszenia. Na jego torsie leżała czarna koszulka z logiem Nirvany.
Spojrzałam na siebie i walnęłam się otwartą dłonią w głowę.
Wyglądałam tak samo.
- Dobrze, że nie śpisz
nagi – palnęłam bez zastanowienia. Chłopak zrobił wielkie oczy.
- Eeee... To znaczy...
yy... Chodzi mi o to, że mój współlokator często śpi nagi... -
zaczęłam się tłumaczyć, jednak powiększające się zdziwienie
na twarzy Michaela, zamknęłam się i zarumieniłam.
- Ouh, nieważne –
przeciągnęłam rękę po twarzy naśladując gest Luke'a z rana.
- Wstań już. Musimy
porozmawiać.
Hej, sałata hahahahahahahahha kocham to! Rozdzial jest super, zycze mnostwa weny i nie moge sie doczekac nastepnego :))
OdpowiedzUsuńŚwietny 😍
OdpowiedzUsuńNa pewno zostałam nową fanką tego ff 👌
Ściskam
Caroline xx
Czemu mnie nie było na miejscu Ash albo czemu nie mam telefonu Luke'a?
OdpowiedzUsuń