- Ash? -
podniosłam głowę spoglądając na przełożonego stojącego w drzwiach.
- Hmm? -
odłożyłam papiery na bok i ponownie skierowałam swój wzrok na wysoką postać.
- Masz
pacjenta – uśmiechnął się nerwowo, przestępując z nogi na nogę.
- To nic
nowego, wprowadź go – uniosłam brwi zdziwiona. Jai nigdy nie informował mnie o
czymś takim. To było normalne, jako psychiatra miałam kilkunastu pacjentów
dziennie.
- Umm...
Problem w tym, że nie tutaj – wykonał bliżej nieokreślony ruch ręką i usiadł
naprzeciwko mnie.
- Dom? -
spytałam, patrząc wymownie na jego nogi spoczywające na stoliku.
- Tak –
skrzywił się nieznacznie, zabierając stopy z biurka.
- Coś
jeszcze? - spytałam, sięgając po kluczyki od motoru.
- Tak –
odchrząknął, po czym kontynuował – To specyficzny pacjent. Nie licz na to, że
porozmawiacie.
- Okay... -
skinęłam wolno głową.
- Masz kartę
– podał mi szarą teczkę, na której czarnym markerem dużymi literami napisane
było: „Michael Clifford
21 lat”
- Umm.. Jai
– zaczęłam zmieszana.
Odwrócił się
i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- On jest w
moim wieku... Nie będzie się czuł... Zażenowany? - spytałam zmieszana.
Brawo Ash.
Jeśli ktoś będzie się czuł niezręcznie to ty.
- Jeśli
będzie się czuł zażenowany, będę z ciebie dumny – popatrzyłam na niego
zagadkowym wzrokiem.
- On nic nie
czuje – wyszeptał. Jego oczy zaszkliły się delikatnie.
- Jego... -
głos mu się załamał. Po chwili odchrząknął i kontynuował – Jego rodzina liczy,
że kontakt z rówieśnikiem go naprawi. Liczę na ciebie – poczułam na sobie jego
poważne spojrzenie.
Skinęłam i
chwyciłam kurtkę.
- To jedyny
twój pacjent na najbliższy czas – powiedział wychodząc.
- A co z
Jamesem i... - Jaidon wszedł mi w słowo.
- Kate się
nimi zajmie.
I wyszedł.
Westchnęłam
głośno i wklepałam w telefon adres, dostarczony mi przez szefa. W zasadzie
głupio było mi nazywać go szefem, był może dwa, trzy lata starszy ode mnie,
dlatego mówiliśmy sobie po imieniu. Co nie zmienia faktu, iż oficjalnie jest moim przełożonym.
Zbiegłam po
schodach. Na dworze było naprawdę ciepło, mimo to ubrałam swoją kurtkę i
zapięłam ją po samą szyję. Wsiadłam na motor i lekko naparłam ciałem na
Harleya, aby zwolnić blokadę. Usłyszałam charakterystyczne kliknięcie i maszyna
opadła lekko w dół. Dołączyłam się do ruchu, po drodze wymijając kilka aut.
- To chyba
tu – mruknęłam pod nosem, spoglądając na białą willę, otoczoną naprawdę sporym
ogrodem. Na podjeździe stało kilka aut. Z daleka wyglądało to na bogatą rodzinę,
jak wiele innych. Ale przecież nikt nie zastanowi się, jak naprawdę żyją.
Jak według
Was powinien wyglądać człowiek z problemami? Chodzić wiecznie skulony, patrzeć
na innych, jakby chciał ich zabić lub, co gorsza, zjeść? A co, jeśli powiem
Wam, że osoby z problemami, są najczęściej najweselsze? Śmieją się, wygłupiają?
Aż w końcu nie wytrzymują i całkiem upadają.
Otrząsnęłam
się, zdając sobie sprawę, iż od dobrych dziesięciu minut wpatrywałam się w
pozłacaną tabliczkę z numerem domu. Wprowadziłam motor przez wąską furtkę,
ledwo unikając zdrapania czarnego, lśniącego lakieru. Nie zamierzałam zostawiać
maszyny na chodniku, gdzie praktycznie każdy mógł ją zabrać, a to nie moja
wina, iż gospodarze nie pomyśleli o tym,
że nie zamierzam iść 20 kilometrów na piechotę. Nacisnęłam dzwonek i wpatrywałam się w swoje
odbicie, które pojawiło się w szybie na drzwiach. To było nieco zabawne, gdyż
widziałam tylko fragment swojego ciała.
- Dzień
dobry – przywitałam się, kiedy drzwi uchyliły się, a w progu stanęła starsza
kobieta.
- Witaj –
jej twarz lekko rozświetlił uśmiech gdy zauważyła teczkę w mojej dłoni.
- Ashley
Irwin, tak? - upewniła się.
Skinęłam
głową.
- Wejdź –
otwarła drzwi szerzej. Przekroczyłam próg domu Cliffordów i rozejrzałam się.
Sam hol był większy od mojego salonu. Po moich obu stronach wznosiły się
nieskazitelnie białe ściany, ze złotymi kinkietami. Stała tam tylko jedna
komoda. Ciemna, potężna, sprawiała wrażenie skradzionej z Białego Domu.
Zaśmiałam
się cicho na moje przypuszczenie. Jestem pewna, iż było ich stać na dębowe
meble.
- Kawy,
herbaty? - spytała kobieta, kiedy zostawiłam moje czarne vansy w przedpokoju.
Syknęłam, gdy moje nagie stopy dotknęły
zimnej posadzki. Trzeba było nosić
skarpetki, jak mama w domu kazała.
- Nie,
dziękuję – uśmiechnęłam się przyjaźnie do, prawdopodobnie, matki niejakiego
Michaela Clifforda.
- W takim
razie zaprowadzę cię do Michaela – wyminęła mnie w progu i dziarskim krokiem
ruszyła w kierunku jakiś drzwi.
- Mike, masz
gościa – pociągnęła klamkę w dół, dzięki czemu znalazłyśmy się w ciemnym
pokoju.
Nie mam tu
na myśli czarnych ścian i mebli, lecz fakt, iż rolety były zasunięte, nie
dopuszczając żadnego światła. Kobieta podeszła do zasłon i rozsunęła je na
boki, następnie podnosząc żaluzje.
Zmrużyłam
oczy, zaskoczona nagłą zmianą jasności pomieszczenia. Gdy moje oczy
przyzwyczaiły się do słońca rozświetlającego pokój, rozejrzałam się.
Ściany
oklejone były plakatami różnych zespołów. Pomiędzy nimi rozpoznałam takie
zespoły jak Green Day, Nirvana, Blink – 182, All Time Low i kilka innych. Miał
chłopak gust.
Mój wzrok
ślizgał się po meblach, kiedy usłyszałam cichy głos.
- Zostawię
was samych. Jakby coś, jestem na dole – zanim zdążyłam mrugnąć, zostałam
w pokoju z Michaelem. Bałam się spojrzeć na niego. Był to jakiś wewnętrzny
strach przed odrazą. Nie chciałam zobaczyć czegoś, co mogłoby mi się nie
spodobać. Po kilku sekundach wewnętrznej motywacji odważyłam się odwrócić wzrok
na osobę leżącą na łóżku.
Chłopak
spoczywał z rekami założonymi za głowę. Jego klatka piersiowa unosiła się i
opadała w wolnym tempie. Gdyby nie fakt, że jego oczy były otwarte i skierowane
na sufit, myślałabym, że śpi. Michael Clifford był posiadaczem fascynujących,
czerwonych włosów, które teraz leżały na poduszce, stercząc na wszystkie
strony.
- Witaj Mike
– uśmiechnęłam się przyjaźnie – Jestem Ashley i przez jakiś czas będziesz
musiał znosić moje towarzystwo.
Nawet nie
spodziewałam się, że mi odpowie. Jestem prawie na 100% pewna, że nawet nie
zauważył, iż w pokoju znajduje się ktoś jeszcze oprócz niego.
Wepchnęłam
się koło niego na łóżko zajmując identyczną pozycję jak chłopak. Materac lekko
zadrgał, kiedy mięśnie chłopaka się napięły.
- Nie wiem
co ciekawego widzisz w tym suficie – zmarszczyłam brwi.
- Jest
biały... I taki nudny... Zwykły, biały sufit, jak w co drugim domu – kontynuowałam.
Chłopak
zaczął się wiercić na swoim miejscu.
- Musisz się
tak kręcić? - westchnęłam z udawanym poirytowaniem.
Michael
przekręcił głowę w moją stronę, co uznałam za lekki sukces. W końcu zwrócił na
mnie uwagę!
- Chociaż w
sumie to twój pokój – wzruszyłam ramionami wskazując na to, że w rzeczywistości
jego zachowanie jest mi obojętne.
- Co nie
zmienia faktu, ze sufit masz nieciekawy – zmarszczyłam nos, śledząc wzrokiem
podnoszącego się z łóżka Clifforda. Wyszedł z pokoju.
Brawo
Ashley, geniuszu. Wystraszyłaś go. Zaczęłam się zastanawiać, jak do niego
dotrzeć. Większość osób otwierała się przy pierwszym spotkaniu na tyle, że
mogłam zapytać ich o rodzinę, wiek, zainteresowania.
Usłyszałam
dźwięk spuszczanej wody w toalecie i odetchnęłam z ulgą, gdy drzwi otwarły się,
a w nich pojawił się mój czerwonowłosy towarzysz.
- Wiesz co
mnie ciekawi? - chłopak spojrzał na mnie znudzony, jakby chcąc pokazać, że nic
go to nie obchodzi.
- Twoje
włosy – wyjaśniłam i zauważyłam lekki wyraz zaskoczenia, który pojawił się na
jego twarzy na ułamek sekundy.
Chłopak
zajął miejsce obok mnie.
-
Porozmawiamy? - spytałam, patrząc w jego zielone oczy.
Otworzył usta, aby odpowiedzieć, a w jego wzroku widniało wahanie.
Zapowiada się ciekawie:)
OdpowiedzUsuńCzekam na dalsze rozdziały ^_^
Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny!
@agnes_viper
Ejjj to jest super! Nie moge sie doczekac co bedzie dalej!
OdpowiedzUsuń