Spać, spać, spać. Kto normalny budzi
mnie o godzinie czwartej? No, okay, czwartej po południu.
16... Za 30 minut ma być Ashley.
Chwyciłem telefon i zauważyłem nową wiadomość.
„Mam dla Ciebie niespodziankę. Ash
xx”
Mam nadzieję że to nie jest jakiś
człowiek, który będzie mi wmawiał, że życie jest piękne. Tak
naprawdę życie jest obojętne, a to od nas zależy jak będziemy je
postrzegać.
- Cześć – do pokoju wparowała
Ashley i jakiś chłopak. Przyjrzałem mu się. Wysoki, przystojny
blondyn z kolczykiem w ustach. Są parą? Nie wiem, nie wnikam w to.
- Oj stary ale tu wali... Luke jestem –
blondi zmarszczył nos a ja od razu poczułem, że go nie darzę
sympatią.
- Walić to ty możesz konia –
warknąłem wstając wkurzony. Zauważyłem, że Ash patrzy na mnie
zdziwionym wzrokiem. Woah, irytujący Michael przemówił?
- Co się tak gapicie? Nogi mam to ich
używam – fuknąłem schodząc po schodach na dół.
- Mike! - moja mama zerwała się z
kanapy kiedy tylko mnie zauważyła.
- Tak mnie ochrzciliście – nalałem
sobie wody do kubka.
- Nie chcę być niemiła, ani nic, ale
stało się coś? Wiesz, przez ostatnie dni siedziałeś zamknięty w
pokoju, a teraz nagle jesteś tu i pijesz wodę i w ogóle... -
zauważyłem w jej wzroku iskry szczęścia, Wow, serio musiałem być
niezłym dupkiem...
- Oprócz tego, że w moim pokoju jest
dwóch idiotów, a w zasadzie debili to nic – upiłem łyk wody i
pocałowałem ją w policzek – Idę na górę – w jej oczach
pojawiły się łzy.
- Mamo... Nie płacz – potarłem
dłonią po jej ramieniu.
- P-przepraszam Mike – otarła dłonią
policzek i uśmiechnęła się – Po prostu jestem taka szczęśliwa,
mój synek wraca – podreptała do szafki i wyciągnęła z niej
ciasteczka.
- Idź się męczyć z tymi idiotami –
zaśmiała się, a ja ruszyłem po schodach.
Kiedy wparowałem do pokoju, Ashley
stała pod oknem obrócona plecami do drzwi a Luke siedział na
podłodze i stroił moją gitarę. Zamknąłem drzwi, lekko nimi
trzaskając, co sprawiło, że Ash odwróciła się w moim kierunku.
W jej oczach widziałem zmieszanie i poczucie winy. Nie, nie.
- Nastroiłem – Luke wręczył mi
gitarę. Szybko ją odłożyłem.
- Nie tak prędko kolego – pokręcił
głową przecząco i włożył mi ją do ręki – Siadaj –
popchnął mnie na łóżko.
- Woah, nie za szybko? - uniosłem brew
w górę. Mimo wszystko pojawienie się tej dwójki poprawiło mi
nastrój. Zaczynałem coś czuć. I o dziwo podobało mi się to.
- Nie, mam chłopaka – pokręcił
głową uśmiechnięty.
- Jesteś gejem? - zrobiłem ogromne
oczy.
- Przeszkadza ci to w czymś? -
zmarszczył czoło spoglądając na mnie spode łba.
- Nie no coś ty! - zaprzeczyłem.
Naprawdę nie byłem homofobem. Love is love.
- Okay – chłopak wyciągnął swoją
gitarę.
- Co chcesz zrobić? - trzymałem swój
instrument na kolanach.
- Nie w tą stronę – zachichotała
Ashley i przekręciła gitarę tak, aby jej gryf znajdował się w
mojej lewej ręce. Poczułem ciepło na policzkach i byłem pewny, że
się zarumieniłem.
- Okay, uwaga – Luke usiadł za mną
i objął mnie ramieniem. Spiąłem się na jego dotyk. Poczekał
chwilę zanim chwycił moją dłoń i ustawił ją na gryfie. Dawał
mi czas na przyzwyczajenie się do jego obecności.
- Pierwszy palec tu, drugi, trzeci –
poprzestawiał palce na gryfie.
- Zagraj – polecił. Przesunąłem
dłonią po strunach i skrzywiłem się. To niczym nie przypominało
gry na gitarze.
- Jeszcze raz, ale palce mocniej
dociśnij – poinstruował mnie. Było lepiej. Uśmiechnąłem się.
Byłem szczęśliwy.
Jejkuuuuuuu! Tez rozdzial jest przecudowny! Kocham go! MUKE <333
OdpowiedzUsuńO bosz, nie wierzę! Gitara! Przypadek nie sądzę, bo wczoraj moja bff próbowała mnie trochę nauczyć grać. Świetny jak zwykle. Czekam na następny :3
OdpowiedzUsuń